← WSZYSTKIE HISTORIEMR GREY’S CLUB
Nina w czarnej wieczorowej sukience w luksusowym hotelowym salonie.
↗ INTERAKTYWNA HISTORIA · TY ZMIENIASZ FABUŁĘ

Pamiętnik luksusowej towarzyszki

Czytaj lub słuchaj. Wybierz, co powie Nina. I zobacz, jak jej historia zmieni kierunek.

PODEJMIJ PIERWSZĄ DECYZJĘ ↓
Bezpłatny fragment · bez rejestracji · 18+
TEKST I KOBIECA NARRACJATWOJE WYBORY ZMIENIAJĄ FABUŁĘ12 ZAKOŃCZEŃ W PEŁNEJ HISTORII

01 · Przed wieczorem · FRAGMENT

Miasto, w którym nikt mnie nie znał

Mam na imię Nina i jestem dziewczyną z Zakopanego. Dorastałam pod Tatrami, w mieście, gdzie ludzie znali odgłos naszego samochodu wcześniej niż moje imię, a mama nawet po moich dwudziestych urodzinach pytała, czy wzięłam dostatecznie ciepły sweter. Miałam dwadzieścia cztery lata, kiedy przeprowadziłam się do Warszawy. Tata zaniósł walizkę do autobusu i udawał, że sprawdza kółko, żeby pożegnanie nie trwało zbyt długo. Po drodze wyobrażałam sobie mieszkanie z widokiem, własne pieniądze i życie, z którego nie będę musiała nikomu zdawać relacji. Wieczorem brakowało mi jednak nawet maminego pytania o sweter.

Na Mokotowie wynajęłam mały pokój w starszym mieszkaniu z dwiema innymi dziewczynami. Łóżko przy ścianie, szafa, która nie domykała się do końca, i okno wychodzące na balkon sąsiadów. Przez kilka tygodni nie rozpakowałam całej walizki. Jakbym zostawiała sobie możliwość powiedzenia, że przyjechałam tu tylko na próbę. Rano słuchałam tramwajów i uczyłam się, na którym przystanku wysiąść. Kiedy wysłałam mamie pierwsze zdjęcie pokoju, odsunęłam suszarkę z brzegu kadru. Chciałam, żeby zobaczyła, że dobrze sobie radzę.

Zaczęłam pracować jako sprzedawczyni w sklepie odzieżowym w centrum handlowym. Nauczyłam się po uśmiechu odróżniać klientkę, która potrzebuje porady, od tej, która chce zostać sama. Całe dnie stałam na nogach, składałam te same swetry i mówiłam, że spróbuję poszukać innego rozmiaru na zapleczu. Nie przeszkadzała mi praca. Przeszkadzało mi to, że po opłaceniu pokoju, dojazdów i jedzenia prawie nic nie zostawało. Pod koniec miesiąca odkładałam rzeczy z koszyka i liczyłam w głowie, na ile dni wystarczy jeszcze to, co mam w domu.

Rodzicom mówiłam, że Warszawa jest droga, ale daję sobie radę. Kiedy tata zapytał, czy nie przysłać mi pieniędzy, odpowiedziałam za szybko. Nie, wszystko w porządku. Wiedziałam, z czego musieliby je wysłać. Nie chciałam, żeby oszczędzali jeszcze bardziej dlatego, że postanowiłam wyjechać. Ale im bardziej przekonująco brzmiałam przez telefon, tym trudniej siedziało mi się potem samej na łóżku z otwartą aplikacją bankową.

Po kilku miesiącach kierowniczka powiedziała, że nie przedłużą mi umowy. Sklep ograniczał liczbę pracowników. Oddałam identyfikator, wyjęłam z szafki zapasowe buty i nagle nie miałam dokąd przyjść na następną zmianę. Rodzicom nie powiedziałam. Kiedy mama dzwoniła przed południem, twierdziłam, że mam przerwę. Wieczorem mówiłam, że jestem zmęczona pracą. Nie chciałam ich przestraszyć, zanim znajdę coś nowego. Każdy kolejny dzień powiększał jednak to małe kłamstwo.

Wysyłałam CV i sprawdzałam telefon nawet wtedy, gdy nie wibrował. Na część zgłoszeń nie odpowiadano wcale, przy innych obiecywano się odezwać. W dzień cicho zamykałam drzwi, żeby współlokatorki nie pytały, dlaczego znów nie idę do pracy. Najgorszy nie był strach przed kolejnym czynszem. Najgorsze było poczucie, że wszyscy dokądś zmierzają, a ja tylko staram się, żeby nikt nie odkrył, że stoję w miejscu.

Laurę poznałam w małej kawiarni niedaleko mieszkania. Zauważyła, że przewróciłam szklankę wody prosto na wydrukowane CV, i bez zbędnych słów podała mi serwetki. Miała trzydzieści dwa lata, szybki uśmiech i umiała rozmawiać nawet z kimś, kto właśnie nie chciał odpowiadać na pytanie, co u niego. Później spotkałyśmy się tam ponownie. Krótkie powitania zmieniły się w kawy, kawy w rozmowy, a w końcu w wiadomości także w dni, kiedy się nie widziałyśmy. O tym, że nie mam pracy, powiedziałam jej wcześniej niż rodzicom.

Kiedy pierwszy raz zaprosiła mnie do siebie, zauważyłam ładne mieszkanie, świeże kwiaty i płaszcz, którego cenę potrafiłam oszacować dzięki pracy. Kupowała rzeczy bez szukania najpierw tańszej wersji. Czasem wysyłała zdjęcie kolacji, przy którym nazwę dania musiałam czytać dwa razy. Nie chodziło tylko o pieniądze. Zazdrościłam jej swobody, z jaką zamawiała, planowała weekend lub mówiła, że dziś już nie pracuje. Ja potrafiłam wypominać sobie w domu nawet zwykłą kawę.

Stopniowo opowiadała mi, czym się zajmuje. Najpierw o przyjęciu, na którym towarzyszyła pewnemu przedsiębiorcy, potem o kliencie, który nie chciał iść sam na kolację. Aż raz podczas mycia kubków powiedziała zupełnie wprost: „Jestem damą do towarzystwa, Nina. Mężczyźni płacą za mój czas i obecność”. Nie szeptała ani nie udawała, że powiedziała coś zakazanego. Wyjaśniła, że towarzyszy klientom podczas kolacji, wydarzeń i podróży, a warunki ustala wcześniej. Pozwoliła mi pytać również o rzeczy, które wstydziłam się wypowiedzieć. Nie wszystko, co wyobrażałam sobie pod tym określeniem, należało do jej pracy.

Nie złożyła mi żadnej propozycji tamtego wieczoru. W kolejnych tygodniach to ja wracałam do tematu. Raz z ciekawości, innym razem po kolejnej nieudanej rozmowie o pracę. Wyobrażałam sobie, że siedzę naprzeciw obcego mężczyzny, i nie wiedziałam, czy potrafiłabym wyglądać spokojnie. Potem przypominałam sobie, ile rozmów dziennie prowadziłam w sklepie, i od razu wstydziłam się tego porównania. To przecież nie było to samo. Laura mnie nie przekonywała. Powiedziała tylko, żebym zdecydowała na podstawie tego, co sama jestem w stanie zaakceptować, a nie tego, jak dobrze żyje się jej.

Kiedy później wspomniała o Wiktorze, wiedziałam już, o co pytać. Mężczyzna o tym imieniu chciał za jej pośrednictwem zamówić dwie godziny mojego towarzystwa przy kolacji w warszawskim hotelu. Miałam z nim jeść i rozmawiać. Wynagrodzenie ustalono wcześniej; wszystko poza tym byłoby moją osobną decyzją. Laura potwierdziła, że mogę w każdej chwili wyjść. Nie odpowiedziałam od razu. Pieniądze pomogłyby mi zapłacić kolejny czynsz. Bałam się jednak chwili, kiedy ktoś spojrzy mi w oczy, a ja nie będę wiedziała, jakiej Niny właściwie oczekuje.

Zgodziłam się dopiero po kilku dniach. W dniu spotkania trzy razy zmieniałam sukienkę. W końcu zostałam przy prostej czarnej, którą dobrze znałam na własnym ciele. Po południu mama napisała, czy mam wolny weekend. Odpisałam, że jeszcze nie wiem, jak wypadną mi zmiany. Przez chwilę patrzyłam na to zdanie. Potem odłożyłam telefon. Dziś wieczorem po raz pierwszy miałam dostać pieniądze za swoje towarzystwo, a w domu wciąż myśleli, że stoję przy kasie.

Laura stała w moich drzwiach z płaszczem przewieszonym przez rękę. Na stole zadzwonił jej telefon. Kiedy zobaczyła nazwisko dzwoniącego, odwróciła ekran. W pokoju zostały sukienki na oparciu, otwarta walizka i mój zeszyt przy łóżku. Oparłam dłonie o chłodny parapet i powoli wypuściłam powietrze. Wciąż byłam tą samą dziewczyną, która przyjechała tu autobusem ze zbyt dużą walizką. Tylko tym razem nie wiedziałam, co dokładnie powiem mamie, kiedy jutro zapyta, jak minął mi dzień.

„Dziś lepiej będzie słuchać” — powiedziała Laura. Potem zamilkła. „A jeśli coś Ci nie będzie pasowało, dzwonisz do mnie”. Przy słowie „dziś” zawahała się. Zauważyłam to. Ona zauważyła, że zauważyłam. Chciałam już zapytać o klienta i o to, czego być może jeszcze mi nie powiedziała.

Decydujesz za Ninę

Co Nina ma powiedzieć Laurze?

Spróbuj. Każda odpowiedź otworzy inny ciąg dalszy — w tekście i nagraniu.

TWOJA HISTORIA TRWA DALEJ W CLUBIE

Dokąd ich poprowadzisz?

Restauracja w Warszawie, mieszkanie Wiktora lub pokój pana Greya w Popradzie na Słowacji. Inne decyzje, inne rozmowy, 12 możliwych zakończeń. Tekst i nagrania prowadzą tą samą drogą.

ODBLOKUJ CAŁĄ HISTORIĘ W CLUBIE →

49 zł miesięcznie · automatyczne miesięczne odnawianie

Masz już członkostwo? Zaloguj się do Clubu →